poniedziałek, 29 grudnia 2014

SPRAWA 2.7. ROZMOWA



26 lipca 2013 rok. Czwartek.

Johnny nie miał ochoty wracać do pustego mieszkania. Wolał wrócić na komisariat i poświęcić ten czas na papierkową robotę. Nienawidził tej części pracy, lecz w obecnej sytuacji wolał to, niż siedzenie w czterech pustych ścianach i rozmyślanie o Jessice. Zdał sobie sprawę, że i to zajęcie nie pomogło mu się całkowicie skupić. Widok jej biurka znów przypominał mu o incydencie przed kinem.
Westchnął ciężko, a gdy zorientował się, że nie miał już w kubku kawy, nalał sobie kolejną porcję. Upił dwa łyki napoju i wziął się z powrotem za pracę, skrobiąc długopisem następne zdania na papierze. Johnny nigdy nie lubił pisać raportów na komputerze. To urządzenie nie chciało z nim współpracować, ciągle się zawieszało, więc wolał pisać wszystko odręcznie. Jeśli przyszło coś wydrukować lub zeskanować, wtedy prosił Thomasa o pomoc, bo był biegły w sprawach technicznych.
Po chwili usłyszał dźwięk telefonu. Johnny myślał, że to Jessica, lecz się pomylił. Na wyświetlaczu komórki zobaczył numer ojca. Zawiódł się, że kobieta go ignorowała i nie odpowiadała na jego telefony. Zastanawiał się, jak w obecnej sytuacji będą się układały ich relacje. Czy tego obawiała się Carter? Tej niezręczności w pracy? Bał się, że przez to Jessica może zrezygnować z pracy, wyjechać z Nowego Jorku i wrócić z powrotem do Bostonu. Johnny’ego zasmuciła ta myśl.
Co ta kobieta ze mną zrobiła, pomyślał zniesmaczony.
- Co tam? – powiedział cicho do słuchawki. Czuł, jak energia całkowicie uleciała z jego ciała. Nawet druga dawka kawy w niczym mu nie pomogła.
- Jesteś zajęty?
- W sumie to… nie – powiedział po chwili namysłu. Nie chciał mówić ojcu, że wieczorami siedzi nad raportami, bo z pewnością by go ochrzanił.
- To przyjedź do domu. Mama chce cię zobaczyć.
Johnny przyznał, że nie widział się z matką od czasu pamiętnego wieczoru, gdy wraz z ojcem się upili. Nie dziwił się, że Gabriele pragnęła zobaczyć syna, tym bardziej, że obecnie nie mieli żadnej sprawy do rozwiązania.
Oznajmił ojcu, że będzie za pół godziny.

~*~

Gdy dotarł do domu rodziców, powitała go miła niespodzianka. Na kolację państwa Brighów wpadła ciotka Jacqueline oraz jej osiemnastoletnia córka Lucy. Niestety wujek Ben nie mógł się zjawić, ponieważ wezwali go do pilnej operacji u dziesięcioletniego pacjenta.
Johnny bardzo ucieszył się z wizyty kuzynki. Tak dawno się z nią nie widział, że przy stole cały czas rozmawiali. Szczególnie Lucy dużo mówiła; lubiła opowiadać o szkole oraz o zajęciach aktorskich i balecie. Nastolatka miała niezwykły talent, jeśli chodziło o taniec. Raz mógł ją zobaczyć, jak niesamowicie wyginała swoje ciało. Cieszył się, że dziewczyna odnalazła własną ścieżkę i pragnęła po zakończeniu liceum kontynuować pasję.
Po kolacji na chwilę opuścił rodzinę, chcąc udać się do swojego pokoju, żeby zanieść tam torbę z ubraniami. Widok jego ciotki oraz kuzynki sprawiły, że bagaż został w przedpokoju i nie zdążył wnieść jej na górę, pogrążony w rozmowie z Lucy.
Zobaczenie własnego pokoju wzbudziło w nim wielką nostalgię za dawnymi czasami. Po wejściu do środka od razu można było zobaczyć biurko, skąd miał widok na sąsiednie budynki oraz drzewa. Po prawej stronie znajdowało się jego łóżko, pościelone granatową kołdrą, idealnie dopasowaną do koloru ścian, które z ledwością można było zobaczyć, ponieważ zasłonięte zostały licznymi plakatami jego ulubionej drużyny koszykarskiej oraz zespołu muzycznego. Natomiast po lewej stał regał z książkami i pucharami, które zdobył za zasługi sportowe oraz za olimpiady matematyczno-fizyczne.
Johnny podszedł tam bliżej, aby wziąć z mebla jedyne stojące na nim zdjęcie. Miał wtedy siedemnaście lat i ubrany był w ciemnopomarańczowy strój do koszykówki. Trzymał pod pachą piłkę, a tuż obok stał uśmiechnięty Jonathan, kładąc dłoń na jego lewym ramieniu. W tle prezentowała się sala gimnastyczna.
Uśmiechnął się lekko, kiedy przypomniał sobie, że ojciec w tym dniu zignorował wezwanie do sprawy, aby przyjść na jego mecz – tak, jak mu obiecał. Gdy teraz o tym pomyślał, zdał sobie sprawę, ile musiał poświęć, by zlekceważyć polecenie szefa. Jednak będąc wtedy nastolatkiem, nie pytał ojca, jakie miał z tego powodu konsekwencje. Dla niego liczyło się to, że zjawił się na meczu. Przecież na tylu go nie było.
- Świetnie wyszliście na tym zdjęciu – usłyszał głos matki. Odwrócił się do kobiety i posłał jej pogodny uśmiech. Podeszła do syna i objęła go ramionami, po czym wspólnie spoglądali na fotografię. – Piękne wspomnienia wracają.
- Masz rację – westchnął. – Pokonaliśmy wtedy Byków z Whatston, sto dwanaście do sześćdziesięciu. Doszliśmy wtedy do półfinału.
Gabriele spojrzała na niego z cwanym uśmieszkiem. Johnny podążył za jej śladem, bo doskonale wiedział, że nie nabrała się na wypowiedziane przez niego słowa. Chodziło o to, że w tym dniu rodzina była w komplecie. Kobieta sama zrobiła tę fotografię, więc do dziś pamiętał, jak na jej twarzy malował się uśmiech, gdy zrobiła im to zdjęcie.
Nagle z dołu usłyszeli, że ktoś zadzwonił do drzwi. Zignorowali to, bo wiedzieli, że Jonathan otworzy gościowi.
Po chwili ojciec zawołał z góry Johnny’ego, mówiąc, że przyszła Jessica. Mężczyzna był zaskoczony, że Carter odwiedziła go w jego rodzinnym domu. Zszedł na dół, lecz nigdzie nie widział kobiety, więc spojrzał na Jonathana, stojącego w progu kuchni. Tuż za plecami porucznika czaiła się Lucy, która uśmiechnęła się do niego figlarnie. Nastolatka z pewnością nie da mu żyć i będzie musiał jej powiedzieć wszystko, kiedy wróci ze spotkania z Jessicą.
- Jest na zewnątrz – oznajmił Jonathan, po czym wrócił do kuchni.
Jessica stała obok schodów. Gdy tylko Johnny wyszedł z domu, odwróciła się do niego, lekko wzdychając. Brigh spoglądał na nią i nie mógł uwierzyć, że postanowiła się z nim spotkać. Nie odpowiadała na telefony, a teraz przyszła bez zapowiedzi pod jego dom. Nie chciał sobie robić złudnych nadziei, lecz w głębi duszy modlił się o to, że nie powie mu tu i teraz, że wyjeżdża do Bostonu. Nie zniósłby tego.
- Możemy gdzieś w spokoju porozmawiać – odezwała się. – Chcę wyjaśnić ci parę spraw. Uważam, że powinieneś coś o mnie wiedzieć. Musisz zrozumieć moje położenie.
- Co proponujesz? – zapytał. Był ciekaw, dlaczego Jessica się od niego odsuwała i nie dawała im szansy na normalny związek.
- Jesteśmy blisko Central Parku, więc… przejdźmy się.
Było chłodno, więc zanim ruszyli do parku, Johnny wziął z domu kurtkę, którą zapiął pod samą szyję. Zastanawiał się, kiedy w końcu pogoda się poprawi i pojawi się upragnione słońce. W końcu było lato, a nie jesień.
Gdy przekroczyli próg Central Parku, szli główną ścieżką, omijając nielicznych przechodniów. Drzewa, które rosły po lewej i prawej stronie drogi, kołysały się lekko na wietrze. Po chwili Jessica stanęła i usiadła na jednej z ławek, a Johnny usadowił się obok niej. Czekał cierpliwie, aż kobieta zabierze głos.
- Nie wiem, od czego zacząć – odezwała się po krótkiej ciszy. – Mam mętlik w głowie… - urwała, przełykając głośno ślinę.
- Po prostu powiedz mi, dlaczego się ode mnie odsuwasz? – powiedział, spoglądając na nią uważnie. Jessica spojrzała na niego z ukosa, po czym bez zainteresowania zaczęła lustrować swoje białe adidasy.
- Johnny, nie możemy być razem – oznajmiała cicho. Odważyła się podnieść głowę i powiedzieć mu te słowa prosto w oczy. Brigh poczuł ukłucie w sercu. Usłyszał te słowa już po raz kolejny, ale nadal nie wiedział, dlaczego tak uparcie go otrącała. – Po prostu… Nie chcę się pakować po raz kolejny w taki związek – wydusiła w końcu.
- Po raz kolejny? – zapytał zdziwiony. Carter kiwnęła lekko głową.
- Wiem, że to zabrzmi dość niedorzecznie, lecz… zanim przyjechałam do Nowego Jorku, pracowałam w podobnym jak tutaj zespole u siebie w Bostonie. Pracowało się tam bardzo dobrze, ekipa była w porządku, dogadywaliśmy się, mogliśmy na sobie polegać w każdej sprawie. Po pracy zawsze wychodziliśmy na piwo, do klubów… - urwała na chwilę, aby nabrać tchu, po czym kontynuowała opowieść: - Tak poznałam Dylana. Pracowaliśmy razem, a potem nasza znajomość przerosła się w coś głębokiego. Znaczy się, to ja myślałam, że związek, który utrzymywaliśmy, był prawdziwy.
Jessica zamilkła, a w jej oczach Johnny dostrzegł wielki smutek.
- Co się stało dalej? – zachęcił ją do mówienia. Miał ochotę wziąć kobietę za rękę, lecz powstrzymał się w ostatniej chwili.
- Dylan dostał awans. Zaproponowali mu pracę w FBI i zgodził się od razu. Wyjechał do Waszyngtonu, bez słowa pożegnania. Po tym wszystkim jakoś nie umiałam się odnaleźć. Pewnie myślał, że się otrząsnę, lecz nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo się przed nim otworzyłam. Wtedy poprosiłam szefa o przeniesienie. Kiedy znalazłam się tutaj, postawiłam przed sobą jasny cel: nie angażować się w związki z kolegami z pracy. Dlatego nie chodziłam z wami na piwo ani na obiady. Chciałam się odizolować.
Johnny nie mógł uwierzyć, że Jessica mogła coś takiego przeżyć. Przeczesał palcami włosy, kładąc łokcie na kolanach. Nie dowierzał, że nie będzie miał szans u Carter. Ta myśl sprawiała, że poczuł nagły zawrót głowy. Westchnął głęboko, po czym wstał z miejsca, by zrobić parę kroków w tę i z powrotem.
- Johnny – odezwała się, wstając także z miejsca. – Kiedy wtedy namówiłeś mnie na to piwo, myślałam, że dobrze robię, że nic się nie wydarzy, bo przecież jak długo mogłam się od was izolować? Wszystko szło dobrze, gdy byliśmy wszyscy razem. Ty, Thomas, twój ojciec. Czułam, że w końcu mogę być w zespole. A potem… - urwała. Jej brązowe oczy uważnie spoglądały na Johnny’ego. Zobaczył w nich tyle sprzecznych uczuć, bo domyślił się, że będzie mówiła o ich relacjach. – A potem gdy tak spotykaliśmy się tylko w dwoje… kino, strzelnica, długie rozmowy przy piwie… zdałam sobie sprawę, że znów otwieram serce dla mężczyzny i pozwalam ci, abyś zabierał mi kawałek po kawałku część mnie – powiedziała, a jej oczy zwilgotniały. Widział, jak stara się przy nim nie rozpłakać. – Nie mogę pozwolić na to, bym po raz kolejny oddała serce mężczyźnie, aby potem on mógł je z łatwością rozdeptać, wyjeżdżając z miasta!
Dała upust emocjom i rozpłakała się. Odwróciła się, aby Johnny nie patrzył na jej chwilę słabości. Dla niego to nie miało żadnego znaczenia, ponieważ rozumiał obawy Jessici. Podszedł do niej, stając tuż obok. Myślał, że się odwróci, lecz cały czas tkwiła bez ruchu, a do jego uszu docierał jej cichy szloch.
- Jess, rozumiem z czym musiałaś się borykać, lecz… ja naprawdę czuję do ciebie coś głębokiego. Coś, czego nie mogę w racjonalny sposób wytłumaczyć. Bez obrazy, ale ten Dylan musiał być naprawdę wielkim idiotą, skoro cię zostawił.
Carter poruszyła się, po czym odwróciła się do mężczyzny. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- Nie wierzę, żebyś nie przyjął awansu od FBI – powiedziała hardo.
- Pieprzę FBI – odparł dobitnie. – Nowy Jork to moje miasto – dodał, uśmiechając się. Jessica zaśmiała się, z czego Brigh był zadowolony, bo w końcu sprawił, że na jej twarzy zagościła radość. – Jeśli miałbym gdziekolwiek jechać, to tylko z tobą. Nie ruszyłbym stąd bez ciebie, uwierz mi.
Jessica westchnęła ociężale, po czym usiadła ponownie na ławce. Johnny widział, jak kobieta walczyła ze swoimi myślami. Nie chciał jej popędzać, więc milczał tak długo, ile mógł. Nie przejął się nawet tym, że robiło się coraz zimniej.
- Co powiesz na to – odezwał się, siadając obok niej i ujmując jej dłoń w swoją. Cieszył się, że Carter nie cofnęła ręki. – Odsunę się i dam ci czas do namysłu. Od tej pory będę twoim kolegą i nie zrobię nic stosownego. Zdecydujesz sama, czy należy nam się szansa. Ja będę cierpliwie na ciebie czekał. Chcę, abyś wiedziała, że mi naprawdę na tobie zależy i że przenigdy cię nie skrzywdzę.
Jessica kiwnęła głową, po czym wyszeptała ciche „dziękuję”.
Kiedy wrócił do domu, od razu skierował się do pokoju. Nie miał w tej chwili ochoty na rodzinne pogaduszki, lecz domyślił się, że za kilkanaście minut przyjdzie do niego Lucy, która z wielkim zainteresowaniem będzie zadawała pytania odnoście kobiety, która go porwała na parę minut.
Nie pomylił się. Wkrótce usłyszał pukanie do drzwi.
Wiedział, że nie będzie mógł wymigać się od rozmowy, więc zaprosił dziewczynę do środka. Lucy weszła do pokoju, uśmiechając się do niego serdecznie.
- Wszystko w porządku? – spytała, machinalnie odgarniając swoje czarne włosy do tyłu. – Nie przyszedłeś do kuchni, a przecież mam jeszcze ci tyle do powiedzenia.
- Przepraszam, Lucy. Nie mam w tej chwili nastroju.
- To przez tę kobietę? – zapytała zaciekawiona, po czym usiadała naprzeciwko niego na łóżku. Johnny zauważył, jak jej błękitne oczy zalśniły.
Nie było sensu jej okłamywać, więc kiwnął lekko głową.
- Powiesz mi, co się stało, czy mam sobie pójść?
- Nie wiem, czy zrozumiesz moją sytuację – oznajmiał, a nastolatka uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Kochany kuzynie, co jak co, ale o złamanych sercach to ja znam się najlepiej.
Johnny pragnął się komuś zwierzyć. Zwykle w takich sprawach chodził do ojca, lecz w obecnej sytuacji ta opcja nie wchodziła w grę. Nie wiedział, jak zareagowałby na wieść o tym, że chce spotkać się z partnerką z pracy. Wolał jak na razie nie mieszać do tego ojca, dlatego perspektywa wygadania się kuzynce było najłatwiejszym rozwiązaniem.
Lucy wytrwale słuchała jego słów. Kiedy skończył, musiał przyznać, że poczuł ogromną ulgę na sercu. Cieszył się, że mógł powiedzieć kuzynce o swoich problemach sercowych. Aż sam się zdziwił, że kiedykolwiek będzie takie posiadał.
- Nie chcę cię martwić, ale zdecydowanie rozumiem położenie Jessici – oznajmiała ze smutkiem Lucy. – Sama nie wiem, czy zaufałabym kolejnemu mężczyźnie, gdybym coś takiego przeżyła.
- To mi pomogłaś – westchnął ociężale.
Nagle z dołu usłyszeli głos Jacqueline, która wołała Lucy, żeby zeszła na dół, bo miały już jechać do domu. Dziewczyna uścisnęła kuzyna serdecznie i powiedziała mu na sam koniec, aby się nie martwił i miał nadzieję, że wszystko się ułoży. Johnny podziękował jej za rozmowę, cicho licząc, że słowa Lucy okażą się prawdziwe.
~*~
Kochani, na tym kończymy opowiadanie i zdaję sobie sprawę, że ostatni rozdział nie był wysokich lotów, a także zostawia wiele znaków zapytania. W grudzie rzeczy dość mocno się wahałam, czy opublikować ten rozdział, ale chciałam wyjaśnić Wam choć tę sprawę z Jessicą. A to, jaką decyzje podjęła, to już możecie sami ją w swoich myślach dopisać.
Chcę podziękować Wam, czytelnikom, że byliście ze mną. W szczególności Jamie Grant, której zadedykowałam te opowiadanie, dziękuję za jej szczere słowa, za to, że zgodziła mi się pomóc przy sprawdzaniu błędów w drugiej sprawie i w ogóle, że zawsze tutaj była. Dziękuję Jeanelle, która sprawdzała mi błędy przy pierwszej sprawie i za jej obecność, że zainteresowała się moim opowiadaniem. Dziękuję również Vivienne, Condawiramurs, Donnie Webers, Idylli W., Legilimencji, Aune, które zawsze były i zostawiały pod rozdziałem motywujące komentarze. W zasadzie to dla Was zakończyłam te opowiadanie.
Dziękuję też czytelnikom anonimowym. Wiem, że jacyś tam byli, więc dziękuję Wam za to, że poświęciliście parę chwil, by czytać rozdziały.
Ogłaszam wszem i wobec, że już nie będzie żadnego długiego opowiadania z pod mojego pióra. Gdybym miała coś pisać, musiałabym mieć tą powieść już napisaną w całości, a wiem, że raczej nie dam rady tego zrobić.
Dlatego znaleźć mnie możecie jedynie na Written Heart, i tylko tam. Zapraszam. Możliwe, że krótkie fragmenty NT też się znajdą na tym blogu.
Pozdrawiam! :*

Obserwatorzy

Szablon wykonany przez FAITH